Blog > Komentarze do wpisu

Dziadek do orzechów

Jak podaje słownik: rosyjski Щелкунчик, francuski casse-noisette, angielski the nutcracker to ręczne narzędzie kuchenne, służące do rozłupywania skorup orzechów, zazwyczaj włoskich lub laskowych. I jeszcze: migdałów, pekanów i orzechów brazylijskich. Bo już do orzecha kokosowego nasz Ojciec używał maczety albo tomahawka. Pod rozłupywanym (kokosem) i rozłupywaczem (naszym dzielnym uzbrojonym Ojcem) ustawiało się miedniczkę – na mleko kokosowe. Którego zwykle było niewiele, bo kokos przeważnie miał za sobą długą podróż z przygodami, a nieraz i ze sztormową pogodą, gdy zdarzyło się, że docierał do naszego domu drogą morską.

Autorzy słownika nie zapomnieli o ostrzeżeniu, iż dziadek do orzechów, mimo pozornie solidnej konstrukcji, jest urządzeniem projektowanym pod konkretne obciążenia i nie nadaje się do rozłupywania twardszych rzeczy, jak np. gałka muszkatołowa. Mój ostatni dziadek (made in China) był widać jakiś dziwny albo przygotowany na znoszenie znacznie mniejszych obciążeń niż taki orzech włoski – to znaczy jednego orzecha jeszcze jakoś zgniótł, ale przy drugim pękł z cichutkim trzaskiem, trrrr, i już, było po dziadku. A na stole pełno orzechów w skorupkach. I piernik – bez orzechów. I dlaczego? Bo pewien chiński dziadek po prostu sobie pękł, zamiast wytrzymać napór niczym sucha trzcina na wietrze, jeśli możemy się pokusić o nawiązanie do pewnej metafory. No, ale co jakaś pęknięta dźwignia z nazbyt łamliwego aluminium j może wiedzieć o naszych europejskich metaforach...   

Dziadki do orzechów najczęściej występują w postaci połączonych ze sobą ramion dźwigni dwustronnej lub jednostronnej. Można spotkać także inne rozwiązania, oparte na zasadzie działania śruby. Te skonstruowane w oparciu o zasadę działania dźwigni zazwyczaj mają szczęki z wycięciami dwóch rozmiarów, przeznaczonymi do kruszenia orzechów mniejszych (zwykle laskowych) i większych (włoskich). Istnieją także dziadki do orzechów w formie rzeźbionych i malowanych figurek królów, książąt, żołnierzy i innych postaci, które łupaniu orzechów z widokiem na choinkę i stół pachnący piernikami i pomarańczami – dodają wyjątkowej magii. Tak, bo święta Bożego Narodzenia – to także Dziadek do Orzechów. Również klasyczny, niemiecki Nussknacker, z Turyngii, Saksonii lub Bawarii, w formie figurki.

 Copyright Rene' Schwietzke 2002-2008

Masy klasycznych niemieckich dziadków do orzechów w formie... dziadka (lub innej figurki) na wystawie pewnego sklepu w USA (Copyright Rene' Schwietzke 2002-2008) - wszystkie Made in China!

I taki właśnie dziadek w formie figurki stał się tytułowym bohaterem powieści E. T. A. Hoffmanna „Dziadek do Orzechów”, na podstawie której powstał, do muzyki Piotra Czajkowskiego, balet-feeria w 2 aktach, 3 obrazach. Premiera odbyła się w Petersburgu 6 grudnia 1892, w teatrze Maryjskim.

A historia jest taka:

Akt I

W domu Radcy trwają przygotowania do bożonarodzeniowego przyjęcia. W salonie, chwilowo niedostępnym dla dzieci, znajduje się pięknie ubrana choinka. Stopniowo pojawiają się zaproszeni goście. Mała Klara marzy o tym, by dorosnąć i dostawać kwiaty od narzeczonego, tak jak jej siostra. Już są wszyscy, zatem otwarto salon. Ukazuje się choinka i złożone pod nią prezenty. Wśród przybyłych gości obecny jest ojciec chrzestny Klary, sędzia Drosselmeyer, i jemu przypada rola rozdania prezentów. Jako ostatni, pod choinką zostaje Dziadek do Orzechów. Ten ostatni prezent nie budzi zachwytu wśród dzieci i dorosłych, tylko Klara jest nim zauroczona. Odkłada na bok lalkę i przytula niechcianego przez innych Dziadka.

Ilustracje Jan Marcin Szancer

Przyjęcie trwa, wszyscy doskonale się bawią, tylko Fred dokucza Klarze i psuje Dziadka do Orzechów. Na szczęście, sędzia Drosselmeyer potrafi naprawić zabawkę. Po zakończonym przyjęciu goście rozchodzą się do domów, a Klara, przytulając Dziadka do Orzechów, zasypia w fotelu. We śnie Klara widzi pokojówki, matkę, babcię i dziadka w dziwnych przebraniach. Zza choinki wychodzą Myszy. Królowa Myszy wyrywa Klarze Dziadka do Orzechów i mimo próśb nie chce zwrócić zabawki. Akcja wkracza w baśniowy klimat. Choinka rośnie, Klara dorośleje, a zabawka ożywa. Fred z wojskiem próbuje odbić Myszom Dziadka do Orzechów. Podczas bitwy Myszy zdobywają karabiny i chcą zastrzelić Dziadka do Orzechów. Od śmierci ratuje go sędzia Drosselmeyer. Wojsko używa armat i odnosi zwycięstwo nad Myszami. Dziadek do Orzechów zamienia się w Księcia, a Klara w Księżniczkę. Razem podążają do Krainy Słodyczy.

Taniec śnieżynek z baletu

Akt II

Księżniczka Klara wraz z Księciem wędrują przez Krainę Słodyczy. Napotykane postacie ożywają za sprawą sędziego Drosselmeyera. Wędrówce towarzyszy muzyka, a poszczególne postaci wykonują uroczyste tańce. W całej krainie trwa święto z okazji przybycia Książęcej Pary. Klara z Księciem wędrują przez Cukrową Łąkę, przechodzą przez Bramę Łakomczuchów, trafiają do Gwiazdkowego Lasu. Płyną przez Jezioro Róż łódką ciągniętą przez delfiny do Konfiturowego Gaju. Dalej wędrują do Cukierkowa – stolicy Cukierkowej Krainy, gdzie znajduje się Marcepanowy Pałac. W cukierkowym świecie wszystko cudownie i słodko pachnie, wszyscy są weseli. Wraz z książęcą parą oglądamy: taniec wieszczki cukrowej, taniec hiszpański, arabski i chiński, taniec pasterski i rosyjski trepak. Suitę zamyka walc kwiatów. Klara jest zachwycona, ale w końcu budzi się w fotelu z zabawką w ramionach...

Z pierwszym mroźnym powiewem zimy, jak co roku, we wszystkich teatrach operowych świata zespoły baletowe zaczynają szykować przedstawienie, które ukształtowało wyobraźnię wielu pokoleń zaczarowanych dzieci. 


Kochane! Kattinka przysłała ten wpis bez ilustracji, bez przepisu i z mało wyraźną zagadką.

W miejsce naszych własnych zdjęć wstawiłam na razie różne (mniej lub bardziej) "commons" z sieci i proszę raz jeszcze w imieniu Kattinki o przysyłanie zdjęć dziadków do orzechów (patrz "Płot"). Ja jestem pierwsza. Zdjęcie wykonała KWIKTV, ale dziadki (oba) są moje:

dziadki do orzechów ewy marii

Potem się jednak okazało, że zagadka poniekąd była? Trzeba było zgadnąć o jakiej to Kattinka metaforycznej trzcinie napisała, opisując odejście chińskiego dziadka do orzechów do Krainy Wiecznych Łupaczy. 

Na pytanie prawidłowo i jednocześnie odpowiedziały Frusty i Niespieszna: chodzi o metaforę Blaise'a Pascala o człowieku. Obie Panny dostają punkty i nagrody, a ja poproszę o wpisy-wyzwania zainspirowane dziadkiem do orzechów, i żeby koniecznie były z przepisem.

niedziela, 04 grudnia 2011, ewamaria030
Komentarze
2011/12/04 10:01:08
Dzień dobry, interpretacja nasuwa mi się taka, iż skoro dziadek pękł, to znaczy nie był trzciną ; )) Bo trzciny to mają do siebie, że wytrzymują każdy nacisk. A sposób mają prosty i w pewnych okolicznościach godny naśladowania - po prostu poddają się bez oporu, dając się czesać wiatrom, nawałnicom i wszelkim problemom naziemskim. Rozwijając porównanie dalej, człowiek może i nic nie znaczy, jako ta "trzcina na wietrze" jak sugerował Blaise Pascal, lecz jednocześnie ma moc, by się takim, czy innym sposobem przeciwnościom wszelkim wywinąć.

Czego dziad do orzechów niestety nie potrafi ; ))

-
2011/12/04 10:02:16
Mnie się to kojarzy z cytatem Blaise'a Pascala, że "człowiek jest trzciną najsłabszą na wietrze, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą".

Droga Panno Prymarna! A ładnie to tak zmieniać raz zadaną zagadkę, podczas gdy panna niespieszna się trudzi, wymyśla, obmyśla i kombinuje, jak tu dziadka do orzechów połączyć/znaleźć w literaturze, a może dziadek osobno i orzechy również? A do tego stosowny przepis? I śniadanie jej stygnie, a ona myśli, myśli, aż w końcu zerka w Kurę i z zaskoczeniem konstatuje, że zagadki pierwotnej brak, a w zamian mamy nowy orzech do zgryzienia...
-
2011/12/04 10:11:49
Posłałam właśnie fotkę dziadka. Niestety to bardzo prosty dziadek, w odróżnieniu od tego pamiętanego z dzieciństwa, który faktycznie był dziadkiem, tylko nie tak pięknie kolorowym. Orzechy zdarzało mi się łupać też w moździerzu, koleżankom w studenckich mieszkaniach młotkiem...

Co do wpisu, to właśnie się zastanawiałam, czy może mnie się coś przyśniło, ale Panna Niespieszna potwierdza komentarzem, że nie... Dziwne rzeczy Panie na tej Kurze się wyrabiają :D
-
2011/12/04 10:30:34
No tak, Panny macie więc rację potrójnie. Zacznijmy od tego, że Frusty i Niespieszna rozwiązały aktualną zagadkę (czyli autentyczną zagdkę Kattinki) równocześnie i podesłały wpisy w odstępie minutowym. Już to znamy, te symultaniczne reakcje. Oczywiście obie mają rację, chodzi o myśl Pascala o człowieku, który jest jak trzcina. Obie dostają zatem punkty i nagrodę (to już racja podwójna).
Moi przyjaciele czyli KWIKTV wyjeżdżają zaraz z powrotem do Polski i zabiorą dla panien dwie kopertki z nagrodami (dla Frusty podwójnie, bo w kopercie jest też zaległe faksymile rękopisu).
Gorzej z tym trzecim Waszym "mieciem racji". Było tak. Wstawiałam wczoraj/dzisiaj wpis Kattinki o północy i byłam przepotwornie wręcz śpiąca. Nie dotarło więc do mnie (a i nie było nijak zaznaczone), że ta metafora o trzcinie to zagadka. Uznałam, że nie ma zagadki, dopisałam prośbę o wyzwanie i padłam (poprzedniej nocy spałam dwa razy po dwie godziny i byłam dość zmęczona). Rano wstałam i przeczytałam w mailu zagadkową dyspozycję Katinki. Zerknęłam do Kury, stwierdziłam, że poranna niedzielna cisza, żadnych komentarzy, Panny jeszcze śpią i nikt nic nie zauważy. Wymieniłam zagadki zgodnie z dyspozycją autorki. A tu klops, buuu, bo panny jednak zauważyły.
Ale co tam, wyzwania przecież przyjmuję zawsze!!!! Myślcie, Panny, myślcie i przysyłajcie wyzwanie! Teraz powtarzam to od siebie: poproszę o wyzwania do wpisu o dziadku do orzechów, i żeby te wyzwania były jeszcze z przepisem. Pierwsza reakcja już napłynęła - czytajcie dziś po północy!
-
2011/12/04 10:36:48
Rozumiem, że zagadki mamy przysyłać na Panny Prymarnej maila?
A co do nagrody dla mnie, to mam przecież zawieszkę na zapas (tzn. realnie jeszcze jej nie ma, ale przecież niebawem będzie), więc to ona - zawieszka - powinna być dzisiejszą nagrodą dla mnie. Nie to, żebym innych nagród nie chciała, ale uczciwość stawiam na pierwszym miejscu:)
-
2011/12/04 10:41:31
Aha i jeszcze uwaga natury ogólniejszej - miejcie litość nade mną, bo nie zawsze umiem się domyślić, "co jest czym czego", jak zatem coś jest zagadką, to piszcie mi to :-)))
A na marginesie: sformułowanie "co jest czym czego" pochodzi z pewnej przezabawnej polskiej książki z lat późnosiedemdziesiątych. Książka i jej autor przeleciały jak meteor, i chyba nigdy nie zyskały sobie jakiegoś większego rozgłosu. Jak odkryjecie, co to za książka, to ją sobie kupcie lub pożyczcie i przeczytajcie. Naprawdę śmieszna i inteligentna!
-
2011/12/04 10:47:32
A tu zdjęcie dziadka do orzechów Zony.Oburzonej. Zona twierdzi, ze to dziadek minimalistyczny. Może. Ale jak łupię orzechy moimi dziadkami to mnie dłonie bolą, a ten wygląda, jakby nie "bolał rąk":
www.wir-edition.de/wirweb/cz-b/dziadek-do-orzechow-zony-oburzonej.jpg
-
2011/12/04 10:55:18
Niestety boli. Obciera dłonie, które kręcą pokrętełkiem :(
-
2011/12/04 11:40:20
Droga Niespieszna, zawieszka Tiffany´ego na zapas staje się coraz bardziej teoretyczna, bo jak przekazywałam paczuszki do wysłania w Polsce, to było ich w sumie trzy - i dwie doszły, a jedna, niestety ta właśnie, na której miało się też pojawić ostrzeżenie "ostrożnie", nie dotarła. Nie ma jak tego pogonić albo sprawdzić. Osoba wysyłająca skorzystała z usług wiejskiego kiosku, pełniącego mimochodem również obowiązki poczty i otrzymała na trzy paczki tylko jedno pokwitowanie, niestety akurat na paczkę, która doszła... Podejrzewam niestety, że postradałyśmy zawieszki (i szalik, i szalik!) w wirtualnej przestrzeni metapocztowej i właśnie już rozmyślam o tym, skąd i od kogo dałoby się wydębić zawieszki zastępcze. Och och poczta...
-
2011/12/04 11:41:24
Ach tak, wyzwania, jak zwykle, do mnie na maila, a ja "sprawię" jak rybę albo "oprawię" jak obraz i wstawię jak zawsze...
-
2011/12/04 11:47:03
Szkoda tych zawieszek, bo tak się na nie cieszyłam. Swoją drogą ciekawe, że moja książeczka też nie dotarła, choć wysłana była za pośrednictwem Poczty Polskiej, w dodatku listem priorytetowym z zapewnieniem, że dotrze do Panny w minioną środę...
I jak tu ufać nawet takiemu monopoliście jak PP...?
-
2011/12/04 12:04:11
Monopoliście nigdy ufać nie można ; ))
Miałyśmy już też małe przejścia i próbkę solidności : (

Czy w nagrodę dzisiejszą można prosić o CD >>> Andrea Bocelli Sogno?
Byłoby miło na Święta : )
-
2011/12/04 12:37:52
Och, Panny wybaczą, że zagadka metaforyczna była dość łamliwa (dziadek) i jakby wbrew Pascalowskiemu pojęciu wyginania się na wietrze. Ale same przyznacie, że taki suchy trach łamanego metalu od razu uruchamia skojarzenia: a to z trzciną, tak, tak, ale i z cukrem ("hej, nie jesteś z cukru, nie roztopisz się na takiej małej mżawce"), a i z trudnościami, które, jeśli nie złamią, to wzmocnią (to stwierdzenie też ma ojca - kto zacz?).
-
2011/12/04 12:40:52
a czy ja mogę zaklepać Cecylię Bartoli "Live in Italy"? Nie wiem wprawdzie jeszcze za co, bo ostatnio chyba nic nie wygrałam - ale teraz się postaram :)
-
2011/12/04 12:47:48
"co mnie nie zabija, to czyni mnie silniejszym" - oczywiście, Nietzsche
-
2011/12/04 15:03:17
Ja słówko w obronie poczty, bo do mnie właśnie doszły książki (dziękuję bardzo Pannie Danusi) i piękna, biżutowa zakładka (kłaniam się Pannie Oburzonej). Myślę, że te zaginione paczki dojdą, bo przecież się nie rozpłyną? Może na przyszłą Gwiazdkę? W każdym razie nie należy tracić nadziei,o nie!!
-
2011/12/04 16:37:51
trochę spóźniony komentarz mój a propos DIY gwiazdy betlejemskiej--piękne dzięki! wykonam ją z podopiecznym i już się ie mogę doczekać tych zajęć ZPT!
a teraz z innej beczki, a właściwie z innego worka...otóż stałam się szczęśliwą posiadaczką worka buraków, co bym się mogła przygotować do Wigilii. Mam za zadanie zrobić dobry, domowy barszcz wigilijny i nigdy takowego od początku do końca ("from scratch") nie zrobiłam. moglabym zaglądnąć do ksiąg kucharskich, ale nie sprawi mi to tyle radości, co czytanie Waszych przepisów. czy Panny mogłyby w jednym wspólnym wpisie, albo kilku indywidualnych podrzucić swoje wypróbowane przepisy na barszczyk? byłabym przewdzięczna!
-
2011/12/04 18:17:00
Specjalistką od barszczu jest u nas Kattinka, ja, jako słynna rodzinna wegetarianka, wyspecjalizowałam się w przygotowywaniu mięs, których nigdy nie kosztuję.
Przepis Kattinki na zakwas na barszcz był już w Kurze (w rozdziale o bakłażanach! o tajemnicy kobiecego umysłu!), ale co Kattinka dalej z tym, zakwasem robi, pozostaje na razie sekretem.
ewamaria030.blox.pl/2011/07/Sophia-Loren-i-baklazany.html
-
2011/12/04 20:59:24
O, a zatem nasz domowy BARSZCZ robię tak:
1. ZAKWAS: 1-1,5 kg buraków + 1 marchew + 1 korzeń pietruszki, wszystko myjemy, obieramy i kroimy w plastry, dodajemy kilka ząbków czosnku + szczyptę soli i cukru, wszystko wkładamy do glinianego naczynia, zalewamy letnią wodą, na wierzchu kładziemy piętkę czarnego chleba i odstawiamy na tydzień w ciepłe miejsce. Po tym czasie zakwas powinien być już dość zakwaszony i intensywny w smaku i w kolorze. Nie przejmować się ew. kożuszkiem pleśni, tylko zdjąć go ostrożnie przy pomocy papierowej chusteczki. Ale odkąd wstawiam naczynie z burakami do duchówki, żadne takie mi się nie zdarzają.
2. GRZYBY suszone namaczamy (1-2 garści), gdy nasiąkną, odcedzamy płyn delikatnie (na dnie może zebrać się trochę paseczku), a grzyby wykorzystamy potem do uszek czy pierożków.
3. Gotujemy wywar z włoszczyzny z dodatkiem listka laurowego, pieprzu i soli. Odcedzamy wywar, a z jarzyn możemy zrobić sałatkę z majonezem.
4. Łączymy 3 płyny: wywar jarzynowy + smak z grzybów + zakwas z buraków.
Lekko podgrzewamy, ale nie zagotowujemy, bo barszcz straci smak i kolor.
Solimy i doprawiamy pieprzem do smaku.
Cytryny ani octu nie trzeba dodawać, bo zakwas wystarczy.
To był przepis na barszcz POSTNY wigilijny.
W I święto do w/wym wywarów dodajemy wywar nr4: z wędzonych mięsiw, szynek i kiełbas.
Zakwas przechowujemy w czystych słoiczkach w lodówce. W ciepłym miejscu będzie nadal pracował i "kwaśniał".
-
2011/12/04 22:49:33
dziękuję, choć muszę przyznać, że mnie to chyba jednak znowu w tym roku przerośnie...
-
2011/12/04 23:30:27
Ależ, Pewna Panno, co tu ma kogoś przerastać. Barszcz nastawiamy w pierwszej połowie grudnia, przed świątecznym zamieszaniem. Po tygodniu zlewamy do słoików, i już, gotowe. A dwa wywary? No, grzybki zalewamy wodą i jak namokną, to je obgotujemy i odcedzimy. A jarzyny obierzemy i ugotujemy. Potem wszystkie trzy wywary połączymy w jednym dużym garnku. Prościzna - jak mawiają Kurze Panny:)
-
2011/12/05 01:25:08
Ojej, przepraszam, jeśli Pewna Panna się wystraszyła moich buraków. Nie chciałam! Ostatecznie ten worek buraków, co to Panna dostała, można przerobić na ćwikłę z chrzanem albo wstawić do działu "nagrody", a barszczyk wigilijny zrobić z torebki "Winiar" albo kupić butelkę zakwasu :)
-
Gość: kanadyjka, 74.198.165.8*
2011/12/07 02:04:05
Odpowiedz na zagadke ewymarii:
Czy wyrazenie "co jest czym czego" nie pochodzi przypadkiem ze "Wstepu do Imagineskopii" Sledzia Otrebusa Podgrobelskiego?
-
2011/12/07 16:04:41
Jasne jasne, panno Małgorzato, pochodzi stąd właśnie. W mailu do mnie napisała Panna, co następuje: "To genialna książka. Czytałam ją złożona w łóżku zapaleniem korzonków i płakałam na przemian ze śmiechu i z bólu." No właśnie, nic dodać, nic ująć? Małgosiu, masz to w ogóle? Bo jak nie, to poszperam w sieci i spróbuję ci nagrodowo kupić pana Otrębusa.
-
Gość: kanadyjka, mailin.parl.gc.ca
2011/12/07 16:28:53
Mam oczywiscie. Moj maz kiedys wykupil wszystkie egzemplarze jakie byly w ksiegarni i rozdawal znajomym i rodzinie.
-
Gość: kanadyjka, mailin.parl.gc.ca
2011/12/07 16:36:49
Nie wiem czy to sie jeszcze da kupic.
A tu opis u cioci Wiki:
pl.wikipedia.org/wiki/Imagineskopia
-
2011/12/07 16:46:09
Uda uda i inne łydki, stopy i kolana. Można kupić bezpośrednio na stronie wydawnictwa Rewasz za złotych polskich 23 + wysyłka. Ja nie kupuję, bo mam, a jak Małgorzata też ma, to co by chciała?
-
Gość: kanadyjka, mailin.parl.gc.ca
2011/12/07 17:52:20
To ja moze poprosze Ksiecia Mgly.
-
2011/12/07 17:54:10
Ja wykupiłam wszystkie egzemplarze w księgarni w... Grudziądzu - i też rozdawałam. A teraz nie jestem pewna, czy mam swój egzemplarz czy też może w zamaszystym rozdawnictwie nie posunęłam się o krok za daleko...
-
2011/12/07 19:45:33
Jasne, "Księcia mgły" - wysłać do Warszawy czy do Kanady. Bo jak do Kanady, to poprosze adres, chyba że wyślę do księgarni.
-
Gość: kanadyjka, mailin.parl.gc.ca
2011/12/07 20:27:53
Wyslij do Warszawy. Tam juz i tak co sie sklada.
-
2011/12/10 15:05:42
Do Kattinki pytanie: a dużo ma być jeszcze tych dziadków? Tu dwa zdjęcia, wykonane w KaDeWe. Dziadki są podobno prawdziwe, tradycyjne, niemieckie.
www.wir-edition.de/wirweb/cz-b/dziadek-niemiecki.jpg
www.wir-edition.de/wirweb/cz-b/dziadki-niemieckie.jpg


-
Gość: broda, aavp149.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/11/03 12:27:37
W przypadku uszkodzenia dziadka biorę następnego .... mam ich około 300
dziadek-do-orzechow.pl/
myvimu.com/collection/2118019
UWAGA! Nie zniknęliśmy! Jesteśmy teraz TU
QRA czyli Nowa Kura

Durszlak.pl